Wiadomo, że to nie tak to miało być. Z tym adresem. Wcale nie miał być wulgarny. Miał tylko być anonimowy. Było kilka pomysłów - wszystkie zajęte. Obejrzałam każdy z blogów. Wszystkie opuszczone. Szkoda, wielka szkoda. Agresja - tak trochę.
Nie wiem do kurwy jaki mam wybrać url. I tak zostało. Nieważne już. To najmniejszy problem.
---
Nikt nie zrozumie. Nie dlatego, że jest za tępy, czy ograniczony umysłowo, czegoś mu brak, lub w czymś niedomaga. Nie. To nie jest kwestia, warta zainteresowania urażonego ego.
Nikt nie zrozumie, bo ja nie umiem mówić. Nie potrafię znaleźć słów. Ciężko mi nazwać wiele rzeczy. Dodatkowo czasem blokuję się przed nazywaniem, gdy brak mi dystansu. Dlatego latami pisałam pamiętniki po angielsku. Obcy język - jakoś inaczej, jak gdyby łatwiej.
Nikt nie zrozumie, bo też nikogo nie ma. Żyję w tym miejscu od ośmiu miesięcy, a ciągle znam powierzchownie tylko współpracowników i współlokatorów. Dlaczego tak jest?
Boję się bólu. Straty. Długo zawieram znajomości, bo mocno się przed nimi bronię. Nieznajomi mnie kompletnie przytłaczają. Nie chcę, żeby ktoś mnie dotykał (fizycznie i emocjonalnie). Jestem przeciążona sensorycznie przeszłością i teraźniejszością. Mam dość. Jestem zmęczona. Nie mam czasu na znajomości. Muszę spać i pracować. Przecież "nie mam czasu" nawet robić obiadu. (Nie chce mi się?) Nie wiem. Mam depresję. (Akurat naprawdę mam, a w tej dziurze, w której mieszkam nie mam dostępu do lekarza i terapii, jak w przeszłości. Muszę się tak przekulać jeszcze parę miesięcy. Na żywca. Bez leków. Bez żadnej pomocy. Sama. I boję się).
Nikt nie zrozumie. Życie się ode mnie odsuwa. Życie mi się rozmywa. Gdyby normalnie rzeczywistość była czymś w rodzaju przejrzystego powietrza, to moja jest niespokojną wodą. Nie widzę wyraźnie przez fale. Postrzeganie jest zaburzone.
To tylko idea. Pisać. Anonimowo. Bez cenzury. Po polsku. Zakotwiczyć się na nowo w tym świecie.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz