Różne jest to pisanie. Czasem ma główną oś, motyw przewodni, a często nie piszę jako ja, tylko wybieram sobie alter ego, bo jak w przypadku wyboru języka - dystans jest dla mnie gwarantem poczucia bezpieczeństwa.
Mam jeden taki aktywny dziennik, z którym ciężko mi się rozstać. Każdy nieliczny przejaw dobroci i delikatności ze strony innych osób zyskał w mojej wyobraźni jedną, fizyczną formę. Dobroć wcielona. Została w dzienniku człowiekiem. Znajomą osobą. Dostała imię. Zaczęła żyć własnym życiem. Poznałam jej tajemnice. Wiem nawet co ją boli. Zyskała głębię.
Sprawy wymknęły się spod kontroli i prawdziwy, szczery dziennik uległ fantazji.
Mi jako autorce wypadałoby to teraz ukrócić i ją zabić, albo wysłać gdzieś daleko. Tak z łatwością wróciłabym do rzeczywistych przeżyć. Do bólu, poczucia straty i tęsknoty. I nie musiałabym się ewakuować na ten blog i próbować nowych rzeczy, nowego podejścia itd.
Przynajmniej moje alter ego jest teraz szczęśliwe. Facet jest chyba uratowany. Nie to co ja.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz