piątek, 21 listopada 2014

Alter ego

Nie umiem żyć bez dzienników, pamiętników - jakkolwiek to nazwać. Bez pisania. Nie umiem i koniec. Jeśli ktoś miałby moc, żeby zabronić mi pisać, to równie dobrze mógłby mnie od razu zabić.
Różne jest to pisanie. Czasem ma główną oś, motyw przewodni, a często nie piszę jako ja, tylko wybieram sobie alter ego, bo jak w przypadku wyboru języka - dystans jest dla mnie gwarantem poczucia bezpieczeństwa.

Mam jeden taki aktywny dziennik, z którym ciężko mi się rozstać. Każdy nieliczny przejaw dobroci i delikatności ze strony innych osób zyskał w mojej wyobraźni jedną, fizyczną formę. Dobroć wcielona. Została w dzienniku człowiekiem. Znajomą osobą. Dostała imię. Zaczęła żyć własnym życiem. Poznałam jej tajemnice. Wiem nawet co ją boli. Zyskała głębię.

Sprawy wymknęły się spod kontroli i prawdziwy, szczery dziennik uległ fantazji.

Mi jako autorce wypadałoby to teraz ukrócić i ją zabić, albo wysłać gdzieś daleko. Tak z łatwością wróciłabym do rzeczywistych przeżyć. Do bólu, poczucia straty i tęsknoty. I nie musiałabym się ewakuować na ten blog i próbować nowych rzeczy, nowego podejścia itd.



Nie chcę jej zabijać. Jest piękna. Naprawdę kocham ludzką dobroć.

Przynajmniej moje alter ego jest teraz szczęśliwe. Facet jest chyba uratowany. Nie to co ja.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz