---
Wzięłam ze sobą do pociągu "Kino", zaczęłam czytać i proszę... Pani Katarzyna Taras pisze o moich ukochanych master shotach i w dodatku wspomina przy tym moje absolutnie ulubione:
1) Fenomenalne ujęcie plaży w Dunkierce z "Pokuty"
(Ujęcia. W liczbie mnogiej. Co również tłumaczy moje uwielbienie dla tego filmu).
W całej rozciągłości zgadzam się z poglądami przedstawionymi w artykule. Tak - cudowne jest to, że mimo tej odległości, tej przestrzeni, ruchu, nawet chaosu można właśnie poczuć się blisko - bliżej bohatera, bliżej sceny. Ja kompletnie zapominam o świecie, gdy widzę coś tak żywego i perfekcyjnego. Puls przyspiesza. Rzeczywistość się zawęża i już mnie nie ma. Podążam za bohaterem. Przestaję być sobą.
Przecież prawie, prawie mogę dotknąć, poczuć... Przecież jestem tuż tuż od każdego drobnego wrażenia - od przykrego uczucia w uszach jakie pozostawia dźwięk wystrzału, przez fakturę materiału pogniecionej koszuli, po piekący ból, który sprawiają wpijające się w ramiona paski ciężkiego plecaka. Zatracam się. Nie bronię się przed tym. Odpuszczam. Pozwalam sobie, bo zanim zgasną światła na sali wiem, że jestem bezpieczna w kinowym fotelu, a film kiedyś się skończy i za chwilę na pewno wrócę do siebie.
Często nie rozumiem tej (tak silnej) potrzeby przebywania z innymi, jaką prezentują osoby wokół mnie. Widzę to dobrze, ale zwyczajnie nie rozumiem. To nic. Na szczęście już wiem, że nie muszę. Potrzeby towarzystwa w kinie nie rozumiem wcale. Nigdy.
Inni ludzie często mnie rozpraszają. Gdy oglądam film obecność widzów redukuje się do czegoś w rodzaju nieistotnego tła. Ze znajomą osobą, z jej odbiorem, z jej reakcjami i emocjami obok jest to skutecznie utrudnione, dlatego taki seans absolutnie mija się dla mnie z celem.
W lutym 2012 roku doświadczyłam jednego, jedynego seansu doskonałego. Bardzo głęboko go wtedy przeżyłam. Długo nie mogłam się otrząsnąć. Byłam sama na sali.
Pewnie dlatego "Wstyd" to jednak mój ulubiony film...
"I can usually shake a character off, but I couldn’t shake Brandon. He had no sensual enjoyment in his life, and since we filmed the movie so quickly, I found myself living in his skin. Keeping him close to me was exhausting, cold, horrible. As Brandon, I never ate. He had one container of Chinese food in his fridge. All that sex and he didn’t have any pleasure. That sad container of noodles tells you more about Brandon than any nudity." - Michael Fassbender, W Magazine

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz