... że tuż po przebudzeniu i wieczorem przydarza mi się spadek nastroju. To po prostu przychodzi, bez żadnego widocznego powodu.
Drzemka była dobra. Zapomniałam tylko co mi się śniło. Chyba pora kontynuować.
Zauważyłam coś nowego. Doskonale mi się spało przy zapalonej na parapecie świeczce. (W wysokim, szklanym naczyniu na pustym parapecie. W ogóle, to nie wolno zostawiać ognia bez opieki). Lubię świeczki. Lubię patrzeć w ogień. Lubię takie światło, dobrze się przy nim czuję.
Natomiast najgorsze, co może tylko istnieć to światło lampy jarzeniowej. Lampy jarzeniowe są dla mnie prawdziwym okropieństwem. Jeśli buczą, lub migocą, albo ich światło bardzo szybko drga, to są w ogóle nie do zniesienia. Ogarnia mnie niemożliwa do opanowania irytacja lub niepokój. Kompletnie nie mogę pozbierać myśli, ani się skoncentrować, albo mnie po prostu mdli. Mam ochotę zamknąć oczy i zasłonić uszy. Muszę wyjść.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz