Szczęśliwi obywatele US obejrzą I Origins za 9 dni. Wiele bym dała, żeby nimi być - właśnie dlatego, że mają dostęp do kultury z pierwszej ręki. Takie czasy. To oni tworzą lwią część kultury. Ty nawet chciałbyś zapłacić, choćby nawet drożej niż się należy - wszystko, żeby obejrzeć - ale ta usługa jest niedostępna w Twoim kraju. Wybaczcie, mamy XXI wiek i internet, ale kultura nie jest dla Was.
To pewnie znowu będzie pomieszanie nauki z głęboko ludzkimi odczuciami. Po prostu MUSZĘ TO ZOBACZYĆ.
Na co jeszcze czekam? Na pewno na God help the girl z Emily Browning.
Reszta filmów napłynie do mnie spokojnie, z czasem. Tak często oglądając coś i zachwycając się tym, a potem szukając informacji na temat filmu natrafiam na fakt, że posiada on metkę Sundance lub (nieco rzadziej) Cannes.
Zabawne, że filmy Oscarowe najczęściej mnie rozczarowują. Nie będę odosobniona - jakim sposobem Akademia mogła nie dać nagrody Leo za Wilka z Wall Street? Facet wyszedł z siebie.
---
Niezmiernie denerwuje mnie moja współlokatorka. Najpierw prawie zabiła mnie gadaniem o swoim życiu (włącznie z ignorowaniem moich rad), przytulaniem wbrew mojej woli i pytaniami co u mnie i jak się czuję, oraz nie przyjmowaniem odpowiedzi typu "nic", "nie chcę rozmawiać" i "nie mam czasu". Teraz chyba chce mnie zabić naprawdę. Prosiłam ją, żeby nie zostawiała otwartych drzwiczek szafek naściennych w kuchni, bo ja potrafię walnąć się z łatwością już o zamkniętą (ciągle na coś wpadam). Nic z tego. Więc wchodzę do kuchni z niepokojem. Nigdy nie wiem, czy stamtąd wrócę. Dziś akurat szczęśliwie zauważyłam pułapkę.
Poza tym denerwuje mnie jej sposób chodzenia, akcent (mam przeklętą, nieodpartą tendencję powielania go, gdy przebywam za długo w pobliżu niej i wtedy denerwuję się sama!), częste nucenie, marudzenie pod nosem (wyrazy zdziwienia po hiszpańsku) i bardzo głośne odkrztuszanie w trakcie mycia zębów. Jest bardzo absorbująca. Jej towarzystwo mnie męczy. Bycie nią mnie męczy (dlatego często po prostu się wyłączam, ale jej to wcale nie przeszkadza w gadaniu). Ponieważ granice mojej przestrzeni osobistej mają promień około dziesięciu metrów jestem zmęczona i zdenerwowana, gdy tylko ją słyszę. Nie musi nawet podchodzić.
O, idzie. Już słychać jej jęczenie i TRZASKANIE OKNEM. Aż podskoczyłam.
Wygląda na to, że zakres dostarczanych przez nią wrażeń (a zwłaszcza dźwięków) absolutnie nie odpowiada moim zmysłom. Jest przytłaczający. Jest dla mnie osobą absolutnie niekompatybilną sensorycznie.
Zabawne, że walnęła kiedyś do mnie tekstem: "co Ci jest - czasem mam wrażenie, że muszę z Tobą rozmawiać jak z tymi dziećmi autystycznymi z programu" równocześnie obejmując ciasno moje ramię i nie dając mi możliwości wyswobodzenia się.
Porażka. Te dzieci też tak dotykasz, gdy czują się przeciążone? - przyszło mi na myśl pomiędzy tym... okropnym uczuciem, które potrafi we mnie wyzwolić cudzy dotyk.
Poczułam OGROMNĄ złość.
Biedne dzieci.
Jak to mówią... "Idź do diabła". Udało mi się wyjąkać "nie dotykaj mnie" i dość gwałtownie wydostać z tego kąta, w który mnie zapędziła.
Gdyby to miało podtekst seksualny, to przecież dotyk bez zgody jest gwałtem. Dotyk bez takiego podtekstu jest za to czymś powszechnym, a jeśli mówisz "nie", to po prostu jest coś z Tobą nie tak.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz