środa, 19 listopada 2014

Urodziny

Niespokojne sny do dwunastej, praca na drugą zmianę, nadgodziny i wspomnienie uczucia podrzynanego gardła. Z całego dnia tylko dla siebie miałam aż 2 h i 15 minut, z czego dobrą godzinę ukradł mi wewnętrzny niepokój.
Szkoda, że nie było czasu kupić sobie choćby ciastka. Mam świeczki podgrzewacze. Postawiłabym jedną na ciastko i byłby tort jak marzenie. W sobotę kupię sobie czapkę, bo już coraz zimniej. Będę miała spóźniony prezent do siebie.
Siedem osób złożyło mi życzenia, chociaż tego nie wymagam, a nawet unikam. Nie żałuję, że tak robię. To, co dostałam i usłyszałam przez telefon było przemyślane i naprawdę dla mnie. Nie "wszystkiego najlepszego" na odwal się. Nawet moja matka powiedziała coś, co miało znaczenie. Lubię gdy tak reaguje, bo to mnie przyjemnie zaskakuje, ale jestem ostrożna. Chciałabym mieć z nią dobry, głęboki kontakt, ale nie wiem czy już na to nie za późno. Zawiodłam się tyle razy.
W pracy własnie takie życzenia na odwal się dostałam, ale doskonale to rozumiem. Tak już po prostu jest. Nie znamy się, ale większość chce być uprzejma. Widziałam, że kilka osób mnie najwyraźniej omijało, więc wyświadczyłam im przysługę i poszłam na tyły, gdzie nikt nie siedział. Jedna dziewczyna poszukała mnie jednak, żeby powiedzieć swoje. Miło - dziękuję Ci. Inna składając życzenia pocałowała mnie w policzek. Lubię ją i szanuję. Więc też miło.

Odświeżałam dziś skrzynkę pocztową, jakbym na kogoś jeszcze czekała. To absurdalne.

---

Kiedyś to mnie bolało. Nawet nie to, że nie ma jakiegoś małego przyjęcia ani prezentów, jak u moich rówieśników. To, że to było nieważne. Tak łatwe do zapomnienia. A nawet jeśli nie - to "wszystkiego najlepszego". "Dzięki". Koniec.

W końcu stwierdziłam, że lepiej nie świętować, bo w sumie to chyba rzeczywiście nieważne.

Powiedziałam ludziom, żeby nie składali mi życzeń, bo nie obchodzę urodzin. Mimo to przez udogodnienia typu Facebook ktoś się zawsze znajdował i zostawałam zasypywana toną "wszystkiego najlepszego". Reagowałam złością. Mówiłam, że nie obchodzę... Czy to takie kurwa trudne do zrozumienia? Sporą część odstraszyłam. Z resztą poradziłam sobie zmieniając datę urodzenia na fałszywą.

Był taki rok, że nikt się nie odezwał. Wtedy wrócił smutek. No ale przecież tego chciałam, nie?

Nie wiem dlaczego teraz mam jakiekolwiek życzenia. Zmieniłam się trochę... Może trochę bardziej dałam się poznać jakiś czas temu. Więc wiedzą już, że to kłamstwo, że ich nie potrzebuję. Znaczy życzeń. Potrzebuję. Ale chcę coś wartościowego. Tylko tyle. Na więcej się nie nastawiam.

A teraz milczałam, piłam, więcej milczałam, potem wyjechałam, odsuwam się znowu, milczę i milczę. Milczę miesiącami... Tak bardzo się starałam i po co to wszystko? Sporo już straciłam. Stracę jeszcze więcej. Wiem to.


Czuję ucisk w gardle. Już drugi raz odkąd zaczęłam to pisać.

Nie chcę obnosić się ze swoim bólem jak z jajkiem wielkanocnym. Nie chcę. Nie będę. Ale trudno jest udawać, że wszystko w porządku. Że już dobrze. Że się podniosłam. Że czas uleczył rany.

Co miałabym powiedzieć? Że to jest tak dotkliwe, że chyba nigdy się nie zagoi? Czuję, że krwawię i nie umiem nic zrobić? W końcu się wykrwawię? Może nie mam już sił, żeby się przed tym ratować, a może o to mi po prostu chodzi?

Więc milczę. Lepiej milczeć. Jak się nie mówi, to czasem (czasem) najpierw jest "dlaczego coś Cię dręczy i nic nie mówisz", ale potem tak czy inaczej nikt już nie pamięta o czym to tak milczysz i skoro milczysz to znaczy, że wszystko OK, albo pewnie zadzierasz nosa i masz wszystkich w dupie. Więc też będą Cię mieli w dupie.

Szczerze to nikt już na pewno nie pamięta o takiej starej sprawie, jak ta moja. Ja może tez nie powinnam. Ale dla mnie to jest ciągle żywe i góra z wczoraj. Gdybym chciała o tym z kimś porozmawiać... Gdybym chciała...

Nie, nie jestem gotowa usłyszeć, że przesadzam, że to było dawno temu, że nie powinnam, ani nic z tych rzeczy. Więc nie chcę.

Zresztą... Nigdy nie zabiegałam o uwagę. Jeśli dostąpiłam tej łaski to nią nie gardziłam (przez większość życia, wyjąwszy ten okres, gdy byłam chamem - a trzeba przyznać, że gdy byłam chamem, to miałam w bród cudzej uwagi, którą właśnie mogłam gardzić... straszne... Straszne być negatywem samej siebie... Oby już nigdy mi się to nie przydarzyło. Tak było jaśniej i prościej, ale... Nie. Nie chciałabym).

Zazwyczaj cieszę się, że na mnie patrzysz i do mnie mówisz, ale jeśli masz inne sprawy to niech tak będzie. Taka naprawdę jestem z natury. A w życiu trzeba walczyć o uwagę. Wiem, bo jestem tam, z boku. Widzę codziennie jak ludzie walczą. Rzadko jest dość cicho, by ktoś spojrzał w kąt w którym stoję. A nawet jeśli...




---

Nie wiem co bym zrobiła bez filmów, książek, seriali itp. I tak mam duże luki w mojej ekspresji. Nie umiem dobrze wyrazić uczuć w słowach. Trudno z tym żyć. Tak dużo zostaje w środku. 
A tak - chociaż część luk wypełniam. Moja mowa scenowa. Najlepsza. Najlepiej odzwierciedla rzeczy wewnątrz (nawet jeśli chodzi o książki - używając cytatu widzę i odczuwam scenę w książce i dlatego go wybieram). Nie tracę tak na przekładzie z wrażeń i obrazów na słowa. Czy neurotypowi tak mają, że nie mogą bez czegoś takiego swobodnie funkcjonować? Chyba nie. Nie wiem. Wiem tylko, że jestem inna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz