Wszystko zostało wypowiedziane w szyderczym tonie, pomiędzy wybuchami złośliwego śmiechu. Że kiedyś "żyłka jej pęknie" i że "urlop jej nie pomoże, jej to potrzebny jest dobry psychiatra, hahahahahaha" i że nie ma się co tak spinać i że nie da się z nią przez to pracować i "jak mam być z nią na zmianie to mnie szlag trafia".
Postrzegam dziewczynę odmiennie. Jako osobę ambitną, o ogromnym zasobie wiedzy, skoncentrowaną na pracy, konkretną i zaangażowaną. Jeśli byłabym zmuszona znowu wybrać kogoś z kim chcę zrealizować zadanie wybrałabym właśnie ją. Istnieje spore prawdopodobieństwo, że zadanie zostałoby zrealizowane na czas, bez rozmów o dzieciach i pogodzie w trakcie... Dlatego, gdy mam zaplanowaną z nią zmianę oddycham z ulgą. Zauważyłam, że gdy ona potrzebuje czyjejś pomocy bardzo często zwraca się do mnie. Zawsze traktowała mnie dobrze. Jest nawet dla mnie miła.
Po prostu zawodowo pasujemy do siebie, a jeśli ktoś już zerka w kąt, w którym stoję, to jest to własnie ona.
No i... Nie rozumiem zupełnie co jest w tym śmiesznego, że ktoś źle się czuje od dłuższego czasu i nawet istnieje możliwość, że to się odbije na jego zdrowiu. Nie zauważyłam, żeby ktoś zareagował ze współczuciem, o którym tyle piszą w gazetach. Żeby ktoś z nią porozmawiał, zapytał co wymaga zmian, czego potrzebuje, żeby poczuć się lepiej i tym podobne. Nic z tych rzeczy. Za to żarty na ten temat były dziś tematem dnia.
(W ogóle o tym, że rozmawianie o kimś podczas jego nieobecności jest w złym tonie też jest podobno powszechnie wiadomo, więc dlaczego to się tak często dzieje?).
Co ja na to? Zrobiło mi się przykro, że żartują z czyichś słabych punktów. Że żartują z nieszczęścia. Albo z tego, że komuś na czymś zależy. I jestem trochę zła. To są Ci - jak to o sobie lubią z dumą mówić - "normalni" ludzie bez braków w empatii. Rechoczący nad cudzymi problemami. A to podobno ja jestem ta "nienormalna".
Też muszę być prześmieszna.
---
Ludzie... Pojedynczo niektórzy z ludzi są OK, ale chyba nigdy nie widziałam takiej grupy. Nigdy nie widziałam, żeby grupa zwróciła się z pomocą, czy zwykłym zrozumieniem do kogoś słabszego, mającego zły dzień, lub po prostu odmiennego. Wprost przeciwnie.
...
Słuchałam tych salw śmiechu, myślałam o tym wszystkim i zrobiłam idiotyczne błędy w dokumentach, które właśnie wypisywałam. Musiałam wydrukować formularze na nowo i wszystko przepisać jeszcze raz.




Brak komentarzy:
Prześlij komentarz