Jak nie zignorują mojej obecności, to twierdzą, że autobus jest pełen (akurat - przecież widzę, że nie) i mam zaczekać sobie na następny... Gdy przecież właśnie przed chwilą, w poprzednim też mi odmówiono! Przepraszam, czy ja mam się w końcu spóźnić się do pracy? I dlaczego akurat ja mam nie wsiadać? Bo mam tylko 15 km drogi od miasta i pewnie jakoś sobie poradzę? Nie rozumiem.
Czepiają się o nieodliczona kwotę (Jak mam rozmienić pieniądze wieczorem na wsi? Zresztą nie próbuję nawet płacić papierowymi: daję 5 zł, a bilet kosztuje 3,80. Byłam specjalnie w sklepie przed szóstą rano, żeby mieć drobniejsze na powrót i przykro mi, ale to naprawdę wszystko, co udało mi się zdziałać w tej sprawie! Mam normalnie ochotę spytać: Czy mogę już wrócić do domu po tym całym cholernym dniu? Bardzo proszę. Reszty nie trzeba...)
---
Mam dziś zły dzień. Po prostu zły. Fatalny.
Dojeżdżam prawie na przystanek. Więc wstaję - jak zwykle zawczasu, żeby na pewno zostać zauważona. Autobus się zatrzymuje. Drzwi się nie otwierają. Stoję. Czekam. Nic z tego! Odwracam się...
- Otworzy pan drzwi?
Proste pytanie. Zamknięte. Możliwe odpowiedzi: tak/nie. Naprawdę proste! A facet do mnie:
- Lato jest?... Czy zima?
- Zima.
Cisza. Wszyscy na mnie patrzą. Ktoś parska.
Źle. Wróć. Nie załapałam.
Absolutnie wszyscy się gapią...
Skup się. Pyta czy jest zima, czy lato. Jest zima. Czym się różni zima od lata? Jest zimno, a nie ciepło. Co mają wspólnego moje i jego pytanie? Jeśli otworzy zimno wejdzie do środka. Kierowcy będzie zimno. Nie otworzy. Ale zatrzymał się... Aha, otworzy, ale nie TUTAJ.
Niech Cię szlag - myślę zawracając sprzed drzwi, by dobiec do tych na końcu autobusu...
Wysiadam i po prostu wyć mi się chce.
---
Widział, że wstaję, widział, że idę zupełnie nie tam, gdzie sobie życzy i nic nie powiedział. Nic. Specjalnie. Złośliwie. Żebym zrobiła z siebie kretynkę. Nawet gdybym załapała od razu o co mu chodzi, to już i tak zrobiłabym z siebie debila samym tylko faktem stanięcia przy niewłaściwych drzwiach i zapytania o jego zamiary.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz