Jestem na jakiejś wieczornej imprezie. Coś w rodzaju kina plenerowego - z tym, że na ekranie wyświetlana jest opera "Juliusz Cezar" z muzyką Händela. Chyba tam pracuję, bo krążę między ludźmi i zabieram od nich puste kubki po napojach. Dość mechaniczna czynność. W trakcie obserwuję jednego mężczyznę, który wyróżnia się zachowaniem na tle innych. Skądś wiem, że niedawno umarła jego żona. Na jego miejscu nie miałabym ochoty na takie rozrywki i wolałabym zostać w domu. Z tego co widzę on chyba właśnie żałuje, że tu w ogóle przyszedł. Wcale nie jest zainteresowany operą. Jest nieobecny i zamyślony.
Ktoś szturcha go w ramię i wtedy on orientuje się, że nie oddał mi kubka. Podaje go komuś z widowni. Kubek przechodzi z rąk do rąk w tłumie i w końcu trafia do mnie. Jest pełen i ciągle ciepły od jego dłoni. Przyjemny w dotyku...
...I wtedy budzi mnie telefon z pracy.
A tak dobrze mi się spało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz