środa, 3 grudnia 2014

Kolejny dzień

Jest 13:00. Nie mogłam się przebudzić. Nie chciałam. I najchętniej dalej zostałabym w domu, w łóżku, gdzie jest ciepło i spokojnie.

Dlaczego tak? Co mi się znowu stało?


  • Intensywne dni w pracy. Bardzo dużo do zrobienia. 
  • Ten skład współpracowników na zmianie jest dla mnie trochę przytłaczający. 
  • Nie mogłam spać do rana.
  • Najwyraźniej jestem zmęczona. Chyba to nawet widać. Wczoraj ktoś mnie zapytał czy coś się stało, czy może jestem chora, bo mam podkrążone oczy.


Kiedy w końcu zdecydowałam się, że może naprawdę czas już wstać podniosłam głowę, otworzyłam oczy i zobaczyłam swój pokój. Zobaczyłam - bo od dłuższego czasu nie zwracałam na niego w ogóle uwagi.

Widzę, że przeszłam na tryb wegetacyjny. To znaczy robię tylko to, co muszę i absolutnie nic więcej. Jest tu mnóstwo rzeczy, którymi miałam zająć się później (już dawno temu). Na stole i na parapecie. Na stole są te, które muszą zostać wyniesione z pokoju. Na parapecie te, które muszą trafić na swoje miejsce w pokoju. I tak sobie leżą... Krzesło niedługo się urwie od rzeczy do prania.

Muszę się ogarnąć. I ogarnąć ten pokój. I kupić sobie w końcu nową myszkę do komputera (bo poprzednia się najwyraźniej zużyła). Muszę zacząć regularnie jeść. Muszę zrobić coś dla siebie. Nie wiem, zadbać o siebie, czy coś... 

Tak pomyślałam i wetknęłam głowę z powrotem w poduszkę.

Nie no... Bo ja naprawdę muszę... Muszę... 

Ech...




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz